A+ A-
    Wydawnictwo Oficyna

    Wstawki

     

    Strona główna
    Wydawnictwo Oficyna Kompozytorzy Dziennik MuzycznyPiosenki Artykuły Recenzje Instytut Neuronowy Do pobrania Krótki opis Kontakt
    Poprzednia

    Wstawka numer 166

    Następna

    Koszalin, 27. kwietnia Roku Pańskiego 2026.

     

    Rola paprotki

     

    Przez chwilę porozmawiajmy o teatrze, być może polskim. Od dwu wpisów piszemy o propa­gandzie, której źródło jest zawsze to samo, tafla szklanego ekranu, choćby dzisiaj spadła do roli kawał­ka folii. Obecnie to szkło obfituje w nowy typ kanapowego programiku, który jako paszkwil sławnych „Kwiatów Polskich” Juliana Tuwima prześladuje resztki prawdy i sensu. I kogóż to gościł ów salon na kanapie?

     

    Jan Englert, długoletni dyrektor polskiej sceny narodowej, dla wielu ikona kina polskiego i wiel­ki aktor, zasiadł na obiciu kanapki i zaczął pleść co mu ślina na język przyniosła. Nie do końca jeste­śmy jednak pewni, czy to była jego ślina, czy ślinotok obecnej władzy. A zważywszy, że ledwo jeden podpisik poprzedniego ministra wystarczyłby, by ten kierownik narodowego gustu scenicznego wyle­ciał na zbitą mordę, to i ślina pociekła z tamtego gardziela propagandy. Idąc za nową modą ogłady i estetyki lakieru na blachach, popis totalny tego kwiatka salonowego to kolejny dowód na to, że aktor gada cudzym tekstem. Szukanie tu jakiegoś intelektu, to jakby w lesie szukać rosnących w runie proce­sorów. Runiczność takich wypowiedzi to są dopiero kwiatki.

     

    Są pewnie i tacy, którzy z lubością będą szukać uczciwości i prawdziwej estetyki w tym popisie. Wysoka muza musi się ziścić na oczach ludzi. A ileż to rewolucyjnych arcydzieł przeszło przez scenę Teatru Narodowego za dyrektorstwa tegoż kanapowca? Tabunami walili autorzy, którzy mogli doko­nać przewrotu w myśleniu i to ze sceny polskiej? Mnie w to nie mieszajcie, ja mam czyste ręce, nie da­łem swoich utworów do tego muzeum. Siła konserwacji tej sceny stała się niemal przysłowiowa pod wodzą tejże ikony. Wszystko, co stare, znane, ograne, niczego już nie wnoszące, bo martwe. Wszystko to było na scenie kiedyś narodowej. Nie spodziewajcie się przewrotu. To samo jest na kanapie.

     

    I to zawodzenie, że okrada go teraz z wizerunku jakaś AI? A jakiż to taki ktoś ma wizerunek? Z czego to AI miałoby go okraść? Co mu zabierze? Pustą gadaninę? Próżność, która sprowadziła go do rynsztoka tego salonu skleconego z wszelkiego łgarstwa, które z Polski robi dekorację tandety? Nie wie, czy nie chce wiedzieć, że to rynsztok propagandy bezideowców spod ciemnej gwiazdy? Nie wie­dział, że wysługuje się dla legitymizowania krętactwa? Że jego wizerunek jest kwiatkiem dla wszelkiej maści łajdactwa, które z Polski robi poddanego u jaśniepana? Miauczy, że okrada go AI (choć wolę na­pisać SI) a sam oddaje swoje blachy na handel prostakom.

     

    Zaiste, ścieżki aktorstwa są pokrętne, ale nie jest to droga w Niebiosa. Jest to raczej kręcenie się w kółko, gdy widzi się takie indywidua. Cóż za uczciwość formalna a jakie przy tym miny i pozy. Zu­pełnie jak paprotka z runa leśnego, kołysząca się bezwładnie i w gąszczu podobnych do siebie gałę­ziaków. Las sobie rośnie, szuka światła na górze, a w dole niepozorna dekoracja kołysze się grzecznie i cicho. Jednakże przyniesiona do studia daje wszystkim pozór kontaktu z naturą, głębią istnienia i arty­zmu z półki na wprost oczu. Tu leży towar nieco stęchły, ale który się najlepiej sprzedaje, bo ludowi się gusta zmieniły i kocha być okłamywanym.

     

    Gdzie tu walka o nowe kierunki w sztuce, nowe myśli i nurt intelektu? Po co to komu? Dla uwiarygodnienia swojej stałości w dążeniu do prawdziwej sztuki poda taki, że nigdy nie grał w rekla­mach? Tak, a jego życie to co jest? A jego bytność w tej szklanej pułapce, to co to takiego, jeśli nie re­klama? Może to rodzaj kultu i rytuału? Skoro tak, to i ten rytuał jest tylko po to, by polecieć z koszy­kiem po datki. Jawne wysługiwanie się systemowi, który żadnych zmian nie chce, ma co ma i jest mu z tym dobrze. Dokładnie tak potoczyły się głowy monarchów i tamtej arystokracji. Dzisiejsze autoryte­ty to taka arystokracja, na jaką zasłużyliśmy. Przepłacani powtarzacze cudzych kwestii.

     

    Aby ten obrazek nie był zbyt przesłodzony, dodajmy, że twarze telewizyjne raczej nie mogą mieć do kogoś żalu, że je ktoś narysował. Mając jednak te pretensje, zgłaszają je do innego artysty, dla którego stały się inspiracją. A dzisiaj martwe, ale algorytmicznie poprawne AI, to taki artysta zastęp­czy, można powiedzieć, artysta dla ludu. Umie zrobić z cudzego wizerunku swój własny rysunek. Ktoś, kto się na to gniewa, zamienia swój własny obraz w karykaturę.

     

    Z Bogiem.

     

     

    Andrzej Marek Hendzel

     

    Rola paprotki pdf - 28 KB

     

    Do góry