A+ A-
    Wydawnictwo Oficyna

    Dziennik Muzyczny

    Strona główna
    Wydawnictwo Oficyna Kompozytorzy Dziennik MuzycznyRecenzje Instytut Neuronowy Do pobrania Krótki opis Kontakt
    Poprzednia

    Wpis Dziennika Muzycznego numer 282

    Następna

    Koszalin, 31. 07. 2025 r.

     

     

    Zapomnijmy na chwilę o sprawach doczesnych. Czy wpadniemy w religijną nutę? Raczej zróbmy to za sprawą Williama Butlera Yeats'a i jego pieśni:

     

    A Drinking Song

     

    Wine comes in at the mouth

    And love comes in at the eye;

    That’s all we shall know for truth

    Before we grow old and die.

    I lift the glass to my mouth,

    I look at you, and I sigh.

     

    Czy to pieśń, czy raczej krótki wierszyk? Tak go przełożylibyśmy metodą poprawonościową znaczeniowo:

     

    Piosenka o piciu

     

    Wino wpada do ust,

    a miłość wpada do oczu;

    to wszystko, co poznamy jako prawdę,

    zanim się zestarzejemy i umrzemy.

    Podnoszę szklankę do ust,

    patrzę na ciebie i wzdycham.

     

    Jednakże wyeliminujmy tę dydaktykę z trzeciego i czwartego wersu. Dydaktykę prawdy, rzekłbyś, Czytelniku. Albo dydaktykę prawdy życiowej. Fuj. I usuńmy to wzdychanie. I co uzyskujemy:

     

    Pijąca pieśń

     

    Wino wpada do ust,

    a miłość wypełnia wzrok;

    to wszystko, jest prawdy gust,

    nim weźmie nas starość i mrok.

    Podnoszę kielich do ust,

    patrzę na ciebie i chlust.

     

    To pieśń pije nie my. Nie mamlosimy sobą, tylko wznosimy kolejny kielich. Nie przewracamy oczyskami, nie ślemy westchnień. Prawda lubi łyknąć miłość i popić winem. Albo jakoś tak. Nie uprawiamy liryki edukacyjnej. Prosto wino do gardła a miłość wchłaniamy oczyma.

     

    Czy to o muzyce? A o czym? Muzyka tli się między tym pobrzękiwaniem szkła, gulgotaniem płynów do gardzieli i bulgotaniem przy wylewaniu z butli. Wszędzie jest. To czemu nie miałoby jej być w tym krótkim wierszu. W tej „Pijącej pieśni”. Poezja ma różne oblicza. Nie słucha tępych producentów betonu. Oni mają swoje szlaki. Tam nie chadzajmy. Nie dla nich ta pieśń.

     

    I nie mówmy wprost o śmierci, jak to kiedyś postulował Cyprian Kamil Norwid. Jest to jest, ale po kiego o niej mówić? I wszystko męskimi rymami, których tak podobno brakuje polszczyźnie.

     

     

     

    Andrzej Marek Hendzel

     

    Do góry