Dziennik Muzyczny
Strona głównaWpis Dziennika Muzycznego numer 284
Koszalin, 11. 09. 2025 r.
Wielu ludzi się boi tego, co stworzy sztuczna inteligencja w muzyce. A ona niczego wartościowego nie stworzy. Będzie tylko konkurencją dla tych, którzy nie tworzą muzyki a ją produkują. Czemu tak twierdzę?
Sztuczna inteligencja jest zbudowana – cała – na fałszywych przesłankach matematycznych, funkcjonalnych i algorytmicznych. Nie jest to tylko problem techniczny, choć technokraci z całego Świata, ci zadowoleni ze swego dzieła idioci, wierzą – o ile tacy potrafią w cokolwiek wierzyć – że zbudowali coś, co myśli lepiej niż człowiek. A czemu tak nie jest?
Mózg ludzki jest nie tylko bardzo skomplikowanym mechanizmem technicznym, ale działa na zupełnie innych zasadach niż technika oparta na półprzewodnikach. Podstawowe różnice to nie tylko to, że prawdziwe neurony wysyłają paczki impulsów a sztuczne ustawiają sobie pewne stany. To daleko głębiej posunięty proces uczenia się i odpowiadania na potrzeby i bodźce. Niewspółmierny do tego, co robi sztuczniak. Sztuczniak jest w zasadzie martwy. Tworzy się model nauczony jakimś bardzo dużym zbiorem danych a potem ten model już niczego się nie uczy. Każda tak zwana nowa sesja z tym modelem jest owszem w trakcie lekcji prowadzona, jakby się uczył, przyswajał wiedzę i zapamiętywał. Jednak robi to tylko w ramach sesji. Czy tu jest sedno problemu, że nie chce naruszać prywatności douczając swój model nowymi danymi pochodzącymi często z prywatnych informacji użytkownika? Nie. Gdyby każdy mógł uczyć, a przynajmniej douczać model neuronowy sztuczniaka, to na koniec ten model by się całkowicie rozleciał. Nie douczyłby się a oduczył wszystkiego, czego nauczyli go jego kochani technokraci. Rozleciałby się w drobny mak i cały proces uczenia musiałby być wznowiony.
Czy tak działa człowiek? Otóż nie. Człowiek uczy się stale i jego model rozleci się wraz ze śmiercią albo w wyniku uszkodzenia mózgu na przykład w wypadku, na skutek choroby neurologicznej… Ale ogólna zasada jest taka, że uczy się stale nowych rzeczy i uczy się w miarę dobrze. Natomiast sztuczniak jest jak student, którego uczysz nowej rzeczy a on przychodzi na kolejne zajęcia i nic nie umie z tego, czego się uczył na poprzednich zajęciach. I zaczynasz wszystko od początku. To podstawowa różnica między nami a sztuczniakami.
Oczywiście można stworzyć modele pamiętające lekcje, ale uczący musi być świadomy tego, jakie szkody może wyrządzić nieumiejętnie prowadząc sztuczniaka. A ludzie w swej masie nie są świadomi czegokolwiek. I takie sesja z przypadkowymi rozmówcami rozwaliłyby model zupełnie. Tysiące, miliony czy nawet miliardy sesji i po modelu zbudowanym przez ekspertów, którzy przecież nie chcieli nic złego, tylko nauczyć sztuczniaka swoich zabobonów i przesądów. Tacy są przecież światli.
A czemu to umieszczam w Dzienniku Muzycznym? Obawy tak zwanego środowiska muzycznego przed konkurencją ze strony sztuczniaków są zasadne dla tych muzyków, którzy nie muzyką się zajmują a powielaniem schematu. Dla prawdziwych muzyków to żadne zagrożenie. Sztuczniaki są jak szum trawy czy liści w lesie. Ogromne ilości bezwartościowej informacji. Ogromne ilości czegoś, co wcale nie jest muzyką a szumem. Szumem wygenerowanym przez sztuczniaki. Jakie widać tu zagrożenie dla muzyki?
Tylko wtedy, gdy ludzie zakochają się w tym bezwartościowym szumie, będzie zagrożenie rynkowe. Muzyka się przestanie sprzedawać a wzrośnie zapotrzebowanie na szum. Jak na szum fal morskich, szum potoku w górach… To jest treścią tak zwanych wakacji. Treścią miernych poetów i muzyków. Szczególnie krakowskich czy nowohuckich. Całej tej pretensjonalnej gadaniny.
A prawdziwa muzyka nie wynika z tego, choć często bywa niedoceniana za życia twórcy, albo spychana do zainteresowań dworów i teatrów. Dociera do ludzkiej świadomości powoli. Bo ludzie uczą się bardzo wolno jako masa. Jednak ludzi z tą ich powolnością, nie da się zdestabilizować jak sztuczniaki nadmiarem sprzecznych informacji. I to jest ratunkiem dla muzyki. Muzyka przetrwa sztuczniaki.
Andrzej Marek Hendzel
Do góry